Potem pojechaliśmy do centrum na dobrą kawę. A o 12:30 wzięliśmy taxi na lotnisko. Wszyscy mówili 20usd (za raptem 11km), jednak przez aplikację Bolt wyszło nam z 23zł. No cóż...
Lotnisko Arusza zrobiło bardzo przyjemne wrażenie na nas. Prawie wszystko robione było ręcznie, łącznie z wypisywaniem biletów, oraz pierwszy raz w moim życiu, bez wyznaczania miejsca siedzącego. Lecieliśmy małym samolotem z ok.30 miejscami siedzącymi.
Podczas lotu mieliśmy przez chwilę widok na Kilimanjaro. Po 1h wylądowaliśmy na rajskim Zanzibarze. Ciekawostka: nazwa Tanzanią powstała z połączenia 2 krajów: TANganiki I ZANzibaru w latach '60 XXw.
Po przylocie przywitał nas pan z karteczką: "Mr.Piotr Jakub" z wypożyczalni samochodów. Dostaliśmy strasznie rozklekotaną Toyotę Isa. Myślałem, że zarezerwowaliśmy coś innego, ale jednak nie. No cóż, hakuna matata! Zapłaciliśmy 135usd i odjechaliśmy na północ, w ruchu lewostronnym i z automatyczną skrzynią biegów.
Po 1,5h dojechaliśmy do Nungwi. Po drodze widzieliśmy prawdziwą Afrykę. Bardzo biedną, brudną, prostą i radosną zarazem. W każdej miejscowości były duże targowiska. Do Nungwi dostaliśmy chwilę po zachodzie słońca. Ale plaża i tak wyglądała super!
I nasz pokój zlokalizowany 100m od plaży też wyglądał super.
Korzystajcie z dobrych warunków jak są bo potem może być różnie :) jak na targowisku zobaczysz jakiś lokalny ręcznie robiony produkt, to kup proszę, warto się uczyć rękodzieła od wszystkich ludzi z całego świata.
OdpowiedzUsuń